newsy * o autorze * curriculum vitae * artykuły * galeria * recenzje * poezja * download * kontakt * księga gości * linki

 

 

 

     

 

ŻÓŁTE PAPIERY TO NIE IMMUNITET!

 

BEZKARNOŚĆ NA GŁĘBOKIEJ

 

("Głos Ziemi Cieszyńskiej", nr 46, 20.11.2009, s.6)

 


 

eniwe cieszyńskie popołudnie. Do jednej z księgarni wchodzi starszy mężczyzna (chociaż lepiej brzmiałoby "wtacza się"). Ekspedientka, która najwyraźniej doskonale wie, co będzie dalej, stara się go kulturalnie wyprosić. Niestety, nic z tego.

A to dopiero początek, bo w tym momencie mężczyzna zaczyna sypać przekleństwami - zarówno w stronę pracownic księgarni, jak i klientów. Ci czym prędzej wychodzą zażenowani i zniesmaczeni, a także nieco wystraszeni, bo pijacki bełkot to nie tylko przekleństwa, ale też groźby (bo jak inaczej zinterpretować stwierdzenie: "Ja cię zap..."?). Zdenerwowana ekspedientka jest bezsilna, a mężczyzna... wyjmuje papierosa i ma zamiar zapalić go wewnątrz sklepu...

Powyższa historia to nie scenariusz wątpliwej jakości filmu, a smutna rzeczywistość dla pracowników sklepów przy ul. Głębokiej. Od ponad roku ów mężczyzna terroryzuje zwłaszcza wspomnianą księgarnię, chociaż zdarza mu się też "odwiedzać" i inne sklepy. Rzecz nie do pozazdroszczenie, tym bardziej, iż czasami pojawia się kilka razy dziennie! Co więcej, nic nie daje wzywanie policji czy straży miejskiej, bo zanim przyjedzie patrol, mężczyzna zwykle znika.

Tym razem jednak było inaczej. Wezwany patrol pojawił się po pięciu minutach, a kłopotliwy natręt nie zdążył uciec. Wręcz przeciwnie - pokornie czekał na przyjazd policji! Szybko też się okazało dlaczego...

- Policja nic mi nie może zrobić, bo mam papiery, że jestem chory umysłowo! - oświadczył mężczyzna na widok radiowozu.

I rzeczywiście. Policjanci spisali jego dane i... wypuścili. Ekspedientka została pouczona przez funkcjonariuszy, iż w razie czego zawsze można zadzwonić na policję. Sprawa została zamknięta.

- Przecież to jakiś absurd! - powiedział "Głosowi" jeden ze świadków całego zdarzenia (personalia do wiadomości redakcji). - Nie pierwszy raz widzę tu tego faceta jak się awanturuje. I policja go puszcza! Nie zazdroszczę tym paniom w księgarni. Co one same mogą na to poradzić? I czemu ten facet chodzi wolny? Przecież stanowi zagrożenie!

Nam również nasunęły się podobne pytania, zwłaszcza że takich osób jest w Cieszynie kilka. Często są pijani, awanturują się, a jeśli już ktoś zwróci im uwagę, odpowiadają, iż nikt im nic nie może zrobić, bo mają "żółte papiery". Czy można jakoś zaradzić takiej bezkarności? Zapytaliśmy o to Ireneusza Brachaczka, rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie.

- Patrol, który interweniuje w takiej sprawie, nie jest kompetentny do uznawania, czy ktoś jest chory psychicznie, czy też nie. Sprawa może trafić do sądu grodzkiego z zarzutem zakłócenia ładu i porządku, a jeśli tam taki człowiek udowodni, że jest niepoczytalny, to rzeczywiście może zostać uniewinniony - mówi Ireneusz Brachaczek.

Tym razem jednak mówimy o konkretnym zdarzeniu. Być może natręt rzeczywiście posiada papiery orzekające o chorobie umysłowej, ale chyba nie jest to aż tak poważna dolegliwość, skoro sam o tym doskonale wie i z premedytacją ten fakt wykorzystuje, czując się zarazem bezkarnym!

- Jeśli sytuacja się powtórzy, to należy wówczas złożyć zawiadomienie, na przykład o złośliwym niepokojeniu. Okolicznością wyłączającą winę jest rzeczywiście niepoczytalność, ale polegająca na tym, że w chwili popełnienia czynu sprawca jest nieświadomy tego, co robi i nie potrafi kierować swoim postępowaniem. W tym przypadku ja czegoś takiego nie widzę, zwłaszcza że ten mężczyzna sam się na to powołuje - dodaje Ireneusz Brachaczek. - Natomiast jeżeli pracownice czy właściciel tej księgarni widzą, że facet pojawia się tam co jakiś czas, to wystarczy przyjść na komendę i złożyć zawiadomienie o wykroczeniu. Będzie ich to kosztowało piętnaście, dwadzieścia minut czasu, a dla nas będzie to podstawa, żeby coś zrobić. Jeśli mężczyzna był wylegitymowany, a jest to standardowa czynność w takim przypadku, nie powinno być problemów z odnalezieniem go. Jeśli pojawi się zawiadomienie, my z kolei będziemy mogli skierować sprawę do sądu grodzkiego i zobaczymy, jaki będzie finał.

Faktycznie, do chwili pojawienia się zawiadomienia policja ma związane ręce. Dlatego chyba warto się pofatygować na komendę, a być może problem w ten sposób zniknie. Dobrym rozwiązaniem byłoby też zatrudnienie ochrony. Z tym, że tutaj sprawa jest już nieco trudniejsza. Właściciele sklepów niechętnie patrzą na taki dodatkowy wydatek. Tym bardziej, iż w tej chwili chodzi generalnie tylko o jednego natręta. Z drugiej jednak strony sklep, w którym mężczyzna będzie się pojawiał często, klienci zaczną omijać szerokim łukiem. Bo nikt nie lubi, jeśli pod jego adresem sypią się groźby i przekleństwa. A już na pewno nie wtedy, gdy w zakupach rodzicom towarzyszą dzieci.

Czy "żółte papiery" mogą chronić od odpowiedzialności za słowa lub czyny? Zdecydowanie nie. Przy czym my sami również nie możemy się na to zgadzać. Tym razem policja została wezwana odpowiednio wcześnie i nie wydarzyło się nic poważniejszego. Co jednak mogłoby się zdarzyć, gdyby nikt nie zareagował?


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 

- Copyright & Created by Eveninger (2010) -

Wszelkie kopiowanie tekstów i zdjęć zawartych na stronie w całości i we fragmentach zabronione! Jakiekolwiek złamanie tej zasady bez wiedzy i zgody autora może zostać uznane za naruszenie praw autorskich i przekazane odpowiednim organom!