newsy * o autorze * curriculum vitae * artykuły * galeria * recenzje * poezja * download * kontakt * księga gości * linki

 

 

 

     

 

PIEJĄ KURY, PIEJĄ...

 

("Głos Ziemi Cieszyńskiej", nr 27, 10.07.2009, s.6)

 


 

jakiś czas padają pytania o sens utrzymywania dodatkowych służb porządkowych. Chodzi zwłaszcza o straż miejską, pod której adresem często padają różne oskarżenia. A to funkcjonariusze nie są tam, gdzie powinni lub "nic nie robią", a to "za bardzo się rządzą", to znów mają zbyt małe prawa w stosunku do policji i tak dalej.

Zasadności tych twierdzeń roztrząsać tutaj nie będziemy, tym bardziej, że policji też niejednokrotnie się dostaje, a krytykanci posługują się często... tymi samymi argumentami!

Jednak w rzeczywistości ani straż miejska, ani policja, nie mogą narzekać na brak zajęć. Zwłaszcza, że istnieją numery alarmowe, pod które obywatele przez całą dobę mogą dzwonić w razie jakiegoś zagrożenia. A ci z kolei z tego prawa korzystają, zgłaszając dziesiątki problemów, w tym także sporo takich, które, krótko mówiąc, są

 

ŚMIECHU WARTE

 

Jak absurdalne sprawy potrafią zgłosić obywatele, wiedzą tylko funkcjonariusze dyżurni, którzy często stają przed dylematem, jak potraktować telefon danego delikwenta. Jednak skoro już pojawia się zgłoszenie, musi być reakcja, a co za tym idzie - interwencja. Dopiero wówczas okazuje się, czy wezwanie było uzasadnione, czy też było głupim żartem lub po prostu (mówiąc delikatnie) wynikiem bezmyślności. To ostatnie pojawia się, niestety, nader często...

Zwłaszcza straż miejska bombardowana jest takimi absurdalnymi sprawami.

- Pamiętam zgłoszenie o papudze znacznych rozmiarów, która goniła po parku Świętej Trójcy - mówi komendant cieszyńskiej straży miejskiej Kazimierz Płusa. - Jak się później okazało, ową papugą był paw z ogrodu zakonnego, który po prostu zwiał przez ogrodzenie. Z kolei inny obywatel zgłosił na przykład głośno zachowujące się kury na ulicy Wiślańskiej i zakłócenie ciszy nocnej przez pianie koguta.

Rozwiązanie przez straż miejską tego drugiego problemu musiało być rzeczywiście widowiskowe, jednak obydwa zgłoszenia to, tak naprawdę, "małe miki" w porównaniu z kolejnymi, o których usłyszeliśmy. Bo czy komuś przyszłoby do głowy zgłosić zakłócenie porządku przez... głośną pracę odkurzacza? Cóż, ktoś na ulicy Hallera w Cieszynie o tym pomyślał. Inne zgłoszenie przyszło z kolei z ulicy Bobreckiej, gdzie jedna z mieszkanek nadolziańskiego grodu zauważyła dziko rosnące na skwerku maki polne. Nie omieszkała poinformować o tym straży miejskiej argumentując, że "przecież młodzież może zrobić z tego narkotyki!".

Telefony, które odbierają funkcjonariusze dyżurni, często są wynikiem waśni sąsiedzkich. Przykładem może być telefon, w którym jedna z mieszkanek ulicy Głębokiej w Cieszynie poinformowała straż miejską o sąsiedzie, który trzyma w piwnicy kota zgłaszającej i nie chce jej go oddać. A czasami problemy, którymi dzielą się obywatele prosząc o interwencję, już od samego początku wyglądają, jakby były wyjęte wprost ze skeczy Monty Pythona. Doskonale obrazuje to zgłoszenie, chyba koronne w niniejszym zestawieniu, w którym mieszkaniec ulicy Błogockiej prosi o interwencję, ponieważ... zgubił mu się sygnał telewizyjny i nie może oglądać telewizji!

 

POLICJA TEŻ NIE MA LEKKO

 

Co ciekawe, policja odnotowuje mniej zgłoszeń, niż straż miejska. Być może winne jest temu przeświadczenie wśród wielu ludzi, że policjanci są "od rzeczy poważniejszych". Jednak również tutaj natrafiliśmy na dość ciekawe zgłoszenia.

- Otrzymaliśmy telefon ze Strumienia, że gdzieś tam na stawie jest łabędź z dwoma młodymi i trzeba je przeprowadzić przez ulicę, bo jak nie, to będzie nieszczęście - informuje rzecznik prasowy cieszyńskiej policji Ireneusz Brachaczek. - Pamiętam też, że kiedyś zadzwonił do nas jakiś ojciec. Był bardzo zdenerwowany i prosił nas o przyjazd, bo jego córka krwawi.

Jak się później okazało, powodem krwotoku był... okres. Świadczy to, niezbyt przychylnie zresztą, o poziomie uświadomienia części naszego społeczeństwa, aczkolwiek sytuacja pewnie jeszcze przez długi czas będzie wspominana przez cieszyńskich policjantów. Innym zdarzeniem z rodzaju niezapomnianych był pokaz umiejętności pewnego złodzieja, który postanowił okraść jeden z kościołów. Ponieważ było ciemno, postanowił włączyć światło. Bardzo się jednak zdziwił, gdy zamiast tego nagle zabrzmiały... kościelne dzwony. Wydaje się też, że wielu ludzi uważa, iż policjantom przysługują jakieś nadnaturalne moce, ponieważ bardzo często zdarzają się telefony, w których ludzie proszą, by policja "zrobiła coś z deszczem, bo im piwnice zalewa".

 

WSZYSTKO PIĘKNIE, ALE...

 

Wymienione sytuacje wywołują rozbawienie, gdy się o nich czyta. Jednak policjantom i strażnikom często nie jest do śmiechu, ponieważ zamiast zajmować się rzeczami poważnymi, muszą tracić czas i siły na obywatelskie widzimisię. Zwłaszcza, jeśli zgłoszenie to po prostu głupi żart.

- Bezzasadne zgłoszenie interwencji podlega karze - mówi Ireneusz Brachaczek. - Natomiast wszelkie zgłoszenia o podłożonych bombach i tak dalej, oczywiście jeśli są tak zwanym "żartem", są po prostu przestępstwem i generują olbrzymie koszty. Nie pamiętam teraz dokładnie, ale wydaje mi się, że wszystkie telefony o bombach na naszym terenie okazały się fałszywe. To jest naprawdę rzecz poważna, bo kiedyś trzeba było nawet ewakuować szpital, łącznie z Oddziałem Intensywnej Opieki Medycznej. Za takie "żarty" grożą poważne konsekwencje.

Problemem są też "notoryczni zgłaszacze", którzy nie przepuszczą żadnej okazji, by poinformować straż miejską czy policję o tym, co w danej chwili, ich zdaniem oczywiście, się dzieje.

- Mieliśmy na przykład takiego pana, który kiedyś tam został ukarany mandatem na Starym Targu - informuje Kazimierz Płusa. - Potem dzień w dzień kilkakrotnie dzwonił o podjęcie interwencji na Starym Targu, bo ktoś w danym momencie źle zaparkował. Z kolei inny mieszkaniec Cieszyna dzwoni do nas za każdym razem, gdy ktoś przykładowo usiądzie na ławce pod jego blokiem, bo jemu się to nie podoba. Wiadomo, że ludzie popełniają tyle wykroczeń, iż nie da się wszędzie interweniować. To bardzo utrudnia naszą pracę.

Faktycznie jest wiele sytuacji, gdy telefon na policję czy do straży miejskiej to najlepsze, a często jedyne rozwiązanie problemu. Ważne jest tutaj jednak pewne wyczucie i rozwaga. Jeżeli obywatele informują służby porządkowe o wszystkim, co ich denerwuje, a owe służby zmuszone są dodatkowo interweniować, nie dziwmy się, że prawdziwi przestępcy zdążą uciec, zanim pojawi się radiowóz. Liczba funkcjonariuszy jest ograniczona i wszędzie być nie mogą. Jeżeli zależy nam na własnym bezpieczeństwie, pozwólmy im pracować tam, gdzie rzeczywiście są potrzebni.

Natomiast żartownisiom, sypiącym z rękawa bombami czy innymi wyimaginowanymi zagrożeniami, radzimy przed telefonem na policję przemyć twarz zimną wodą. A jeżeli to nie pomoże, powtórzyć zabieg. Śmiechu z takiego "kawału" będzie z pewnością niewiele, a może to znacznie uderzyć po kieszeni lub zaowocować znacznie poważniejszymi konsekwencjami. Bo trudno się śmiać, jeżeli na świat będzie trzeba spoglądać przez kraty...


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 

- Copyright & Created by Eveninger (2010) -

Wszelkie kopiowanie tekstów i zdjęć zawartych na stronie w całości i we fragmentach zabronione! Jakiekolwiek złamanie tej zasady bez wiedzy i zgody autora może zostać uznane za naruszenie praw autorskich i przekazane odpowiednim organom!