newsy * o autorze * curriculum vitae * artykuły * galeria * recenzje * poezja * download * kontakt * księga gości * linki

 

 

 

     

 

CIESZYŃSKA WOJNA PODJAZDOWA

 

("Głos Ziemi Cieszyńskiej", nr 26, 03.07.2009, s.7)

 


 

ak ciężkie może być życie osób niepełnosprawnych, tak naprawdę wiedzą tylko oni sami lub ewentualnie ci, którzy mieszkają z nimi, pomagają im i opiekują się nimi na co dzień. Pół biedy, jeśli otoczenie dostosowane jest do wymagań i potrzeb niepełnosprawnych. A co, jeśli jest inaczej?

 

WIĘZIEŃ WE WŁASNYM DOMU

 

Podjazdy, poręcze umiejscowione na odpowiedniej wysokości, szerokie drzwi - to wszystko ma uczynić życie niepełnosprawnych łatwiejszym. Gorzej, jeśli w pewnym momencie taka osoba natrafi na przeszkodę dla niej nie do pokonania, zwłaszcza jeżeli w okolicy nie ma nikogo, kto mógłby w danym momencie udzielić pomocy. Wówczas często staje się dosłownie więźniem we własnym domu, niejednokrotnie narażonym na dodatkowe koszty, które osobie zdrowej nie przyszłyby nawet na myśl. Bo kto uwierzy, że chleb, czyli podstawowy produkt obecny w każdym domu, może kosztować około... 10-15 złotych? Nie, to nie dane z jakiegoś dalekiego kraju dotkniętego recesją, a z naszego podwórka! Wie o tym doskonale Stanisław Mazgaj, który od półtora roku mieszka przy ulicy Towarowej w Cieszynie. Wszystko przez zbyt stromy podjazd i, jak twierdzi, opieszałość urzędników.

- Jestem inwalidą i poruszam się na wózku. Niestety, mogę tylko wyjechać z bloku i ewentualnie pojeździć sobie dookoła niego, bo do ulicy już nie mam dostępu - mówi Stanisław Mazgaj. - Jest tu podjazd dla samochodów, który teoretycznie mógłby mi posłużyć, ale zrobiono go tak stromo, że nawet auta mają problem tu wyjechać i rzadko kiedy udaje się to kierowcy bez gwałtownej redukcji biegów. A co ja mam powiedzieć, mając do dyspozycji tylko własne ręce i ważąc ponad sto kilogramów?

Gdyby podjazd był zrobiony należycie, nasz Czytelnik, który mieszka sam, byłby w stanie dojechać do sklepu i zaopatrzyć się w potrzebne do życia produkty. W takim jednak wypadku jest zmuszony prosić o przysługi przypadkowych ludzi, co często wiąże się... z dodatkowymi opłatami!

- Czasami jakoś udaje mi się zjechać tym podjazdem, ale z powrotem już nie da rady. W takim wypadku muszę siedzieć i czekać, aż pójdzie jakiś chłop, zlituje się i pomoże mi wyjechać pod górę. Tu obok jest hurtownia, więc do południa kręcą się dostawcy, ale później już mogę zapomnieć o "wycieczce" na dół - informuje niepełnosprawny. - Jeżeli chcę kupić chleb, to jest podobnie. Muszę czekać pod blokiem kilka godzin i prosić przechodzących ludzi o przyniesienie mi bochenka. Niestety, często nie jest to za darmo. Piwo "za drogę" też przecież kosztuje - dodaje.

Osiedlem, na którym mieszka Stanisław Mazgaj, zarządza Zakład Budynków Miejskich w Cieszynie, więc nasz Czytelnik postanowił interweniować właśnie tam. Sprawę zgłaszał wielokrotnie. Wreszcie odbyła się wizja lokalna, na którą czekał, jak twierdzi, osiem miesięcy!

- Podczas wizji lokalnej byli tutaj urzędnicy, między innymi zastępca burmistrza Jan Matuszek oraz Elżbieta Popek z ZBM-u. Burmistrz Matuszek, kiedy to zobaczył, przyznał mi rację i od razu dał wyraźny nakaz Zakładowi Budynków Miejskich poprawienie tego. To było jakieś cztery miesiące temu! - denerwuje się Stanisław Mazgaj. - Od tego czasu nic nie ruszyło w tej sprawie. Czynsz za mieszkanie to połowa mojej emerytury, a muszę żyć w takich warunkach!

Co ciekawe, teren, na którym stoją bloki, jest z trzech stron ogrodzony, ale w pewnym miejscu znajduje się furtka, przez którą nasz Czytelnik spokojnie mógłby się przedostać na ulicę. Cóż z tego, skoro dostępu do niej broni krawężnik...

- Przecież nawet nie musieliby poprawiać tego podjazdu - uważa niepełnosprawny. - Wystarczyłoby wyciąć niewielki kawałek krawężnika i sprawa byłaby załatwiona. Dzwoniłem w tej sprawie do ZBM-u, gdzie mi powiedziano, że to jest dużo roboty, bo trzeba nową furtkę wstawić. A ja się pytam - po co? Fakt, że furtka ledwo wisi, ale i tak jest otwarta, więc praktycznie nie jest tu nawet potrzebna. Gdyby nie ten krawężnik, dałbym sobie sam radę. Nic więcej tu robić nie trzeba. Z kolei jeśli zlecę komuś usunięcie tego kawałka krawężnika, to zapłacę karę. Po prostu parodia.

 

OKIEM URZĘDNIKÓW

 

W wizji lokalnej na ulicy Towarowej uczestniczył zastępca burmistrza, więc najpierw skontaktowaliśmy się właśnie z nim.

- Znam tę sprawę - informuje Jan Matuszek. - Podjazd jest w planie do wykonania przez Zakład Budynków Miejskich i w tym roku będzie to zrobione, natomiast kiedy, to trudno mi powiedzieć. Nie wszystko można zrobić od razu. Próbowaliśmy zrobić to w inny sposób, poprzez udostępnienie wjazdu od sąsiedniej ulicy (wspomniana furtka - przyp. red.). Niestety, nie udało się tego uzgodnić z właścicielami restauracji "Ogrodowa", która znajduje się po przeciwnej stronie drogi, dlatego musimy podjąć działanie inwestycyjne, co nie jest proste do zrealizowania.

A co na to przedstawiciele ZBM?

- My przejęliśmy obiekt, w którym mieszka pan Mazgaj, jako zarządca i rzeczywiście już po pierwszym okresie zimowym okazało się, że podjazd do budynku jest dość trudny - mówi dyrektor techniczny ZBM-u Andrzej Kucypera. - Dlatego postanowiliśmy coś z tym zrobić i jesteśmy na etapie projektowania przebudowy tego podjazdu. Nie jest to rzecz prosta, bo jest to już zadanie typu inwestycyjnego, które musi być odpowiednio zaprojektowane. Nie jest, niestety, tak, że możemy tam przyjść, przełożyć kostki i uważać sprawę za załatwioną. Na drodze stoi wiele rzeczy, które musimy uwzględnić, na przykład kwestia ciepłociągu czy lampy ulicznej do przestawienia. Uzgodnienia trwają i plan będzie zrealizowany w tym roku. Natomiast furtka, o której mówił pan Mazgaj, to całkiem inna sprawa. Chcieliśmy problem rozwiązać za pomocą tego właśnie przejścia i poprosiliśmy o zgodę właściciela restauracji, który jest również właścicielem tego odcinka drogi. Niestety, nie wyraził on zgody na dodatkowe przejście. Dlatego nam zostaje jedynie przebudowa podjazdu. Nie tylko ze względu na osobę niepełnosprawną, ale i innych mieszkańców, którzy mają kłopot z dojazdem na parking. Problem polega na tym, że nikt tego nie chce projektować, bo jest to teren ośmiu budynków, a granice przebiegają w dość nieciekawy sposób. W każdym razie projekt będzie opracowany najpóźniej do sierpnia.

A więc po raz kolejny biurokracja, ciągnące się bez końca ustalenia, pisma, ekspertyzy i projekty stoją na drodze rozwiązania błahego, zdawałoby się, problemu.

 

FURTKA DO SZCZĘŚCIA?

 

Naszą uwagę jednak najbardziej zwróciła poruszana już kilkakrotnie w artykule furtka, tym bardziej, że brak zgody właściciela restauracji potwierdza również Elżbieta Popek, kierownik Działu Gospodarki Budynkami w ZBM-ie.

- Rozmowy z właścicielem działki były prowadzone kilkakrotnie i oświadczono nam bardzo stanowczo, że takie rozwiązanie to zabranie minimum dwóch miejsc parkingowych, które są mu bardzo potrzebne - informuje kierownik.

- To nieprawda! Ja rozmawiałem z właścicielem "Ogrodowej" i powiedział mi, że nikt nie zwracał się do niego w sprawie tego przejścia - oburza się Stanisław Mazgaj. - Co więcej, stwierdził, że ta furtka go nie interesuje wcale i nie widzi żadnych przeszkód, żebym sobie tutaj jeździł!

W takiej sytuacji bardzo trudno określić, gdzie leży prawda, więc zwróciliśmy się bezpośrednio do właścicieli restauracji.

- Z nami nikt nie rozmawiał w tej sprawie. Gdyby tak było, to przecież mieliby jakieś pismo czy coś. Owszem, zgadzamy się, że tam nie można wybetonować zjazdu, bo stracimy miejsca parkingowe, które są nam potrzebne. Kiedyś ta furtka była wjazdem na teren bazy, a później, podczas budowania bloków, cały tamten obszar został podniesiony. No a teraz ktoś chciałby to znowu obniżać i robić podjazd naszym kosztem. Trochę to jest bez sensu. W każdym razie nikt z ZBM-u nie kontaktował się z nami - powiedzieli.

Co jednak ciekawe, właściciele restauracji twierdzą również, że także Stanisław Mazgaj o niczym ich nie informował! Kto ma rację? Cóż, chyba nie sposób to określić, zwłaszcza, że nikt nie ma żadnych dokumentów na potwierdzenie swoich słów. Generalnie rzecz zaczyna przypominać przysłowiowy czeski film...

Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież "tylko" jeden niepełnosprawny i nie ma o co robić krzyku. Ale tak naprawdę ile jest w Cieszynie podobnych miejsc, gdzie pod nogi niepełnosprawnych rzucane są kolejne kłody architektoniczne, zaprojektowanych i zbudowanych bez wyobraźni oraz uwzględnienia, że nie wszyscy mieszkańcy miasta poruszają się na własnych nogach? Krawężniki, bankomaty, schody - lista jest długa. A potem, kiedy już ktoś przerwie milczenie i nagłośni sprawę, trzeba to wszystko przerabiać i dodatkowo bulić za remont. Nie byłoby taniej pomyśleć od razu?


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 

- Copyright & Created by Eveninger (2010) -

Wszelkie kopiowanie tekstów i zdjęć zawartych na stronie w całości i we fragmentach zabronione! Jakiekolwiek złamanie tej zasady bez wiedzy i zgody autora może zostać uznane za naruszenie praw autorskich i przekazane odpowiednim organom!